Strategie opcyjne - wprowadzenie
17 grudnia 2007 r.
Inwestor, który wkracza w świat wymiany specyficznych derywatów, jakimi są opcje, najprawdopodobniej nabawi się szoku, spowodowanego zderzeniem z ogromem – nomen omen – opcji wyboru tych instrumentów. Tutaj bowiem, w przeciwieństwie do podwórka inwestorów futures czy rynku kasowego, panują daleko bardziej nieprzyjazne warunki (jak się niebawem okaże jedynie dla żółtodziobów).
Mowa o niespotykanej nigdzie indziej gamie instrumentów, jaka rozpościera się przed adeptem sztuki tradingu opcjami. Począwszy od opcji o przynajmniej 3 różnych miesiącach wygaśnięcia, poprzez kilka różnych cen realizacji dla każdego miesiąca, a na opcji put i call dla każdej takiej ceny skończywszy. Tym oto sposobem, trader nie rzadko stawiany jest przed dylematem wyboru spośród nawet 40 różnych kontraktów opcyjnych dla tego samego instrumentu bazowego. Nawet jeżeli odpadnie cześć opcji, których wolumen obrotu jest znikomy, to i tak inwestor, na niejednym rynku regulowanym, będzie musiał stawić czoła spectrum 15 czy nawet 20 kontraktów.
W takim środowisku nietrudno o samobójcze wejście na rynek, powodowane zagubieniem i frustracją. Dlatego trader opcyjny, jak nikt inny, potrzebuje ścisłych, logicznych założeń, podług których decydował będzie kiedy i co kupić, kiedy sprzedać, a kiedy w ogóle trzymać się z dala od rynku.
Przechodząc do meritum. Jak mówi znane wszystkim porzekadło – nie od razu Kraków zbudowano. Dlatego aby dojść do takiego stopnia zaawansowania, kiedy trader opracowuje swoje własne strategie oparte na jednoczesnym zajęciu kilkunastu nawet kontraktów, należy zacząć od niżej przedstawionych.
Proste strategie kupna / sprzedaży:
Jednym z podstawowych podejść do szacowania przyszłych wartości opcji, jest metoda, oparta na prognozie ceny instrumentu bazowego (underlying) w okolicy daty wygaśnięcia opcji (expiration / strike date).
Przyjmijmy dla przykładu, że poniższe opcje kupna (call) / sprzedaży (put) z 3 miesięczną datą wygaśnięcia i instrumentem bazowym o bieżącej wartości 99 można nabyć za poniższe ceny:
W przypadku kiedy nasz „szósty zmysł” podpowiada nam, że instrument bazowy w terminie wygaśnięcia opcji osiągnie rejestry przynajmniej 108 punktów i kupimy call o kursie wykonania 100 za 2.7, możliwości są następujące: jeżeli przeczucie nas nie zawiodło, wówczas zysk, jaki odnotujemy na dzień wygaśnięcia opcji, składał się będzie z wewnętrznej wartości opcji (tu różnica między 108 a 100) pomniejszonej o cenę zakupu opcji (2.7) czyli 5.3); jeżeli natomiast dokonaliśmy błędnej oceny przyszłej wartości underlying – poniesiemy stratę ograniczoną jedynie do premii opcyjnej (option Premium) czyli 2,7. Z podanej powyżej matrycy cen, jasno wynika, że zakupiwszy którąkolwiek z opcji call, poniżej kursu wykonania 110, i tak wyjdziemy „na swoje”, gdyż wewnętrzna wartość opcji przewyższy koszty jej zakupu.
Ktoś zapyta, co z kontraktami o kursie wykonania 110, 115 i po co przytoczono ich ceny, skoro wierzymy, ze wartość kontraktu bazowego może osiągnąć poziom 108 punktów, ale go nie przebije? Istnienie takich opcji znajduje swoje uzasadnienie w umysłach chcących sprzedawać. Zauważmy, że kiedy wystawimy opcję call 110 po 0.45 nikt przy zdrowych zmysłach nie zechce na jej mocy, w dniu wygaśnięcia opcji, przywołać instrumentu bazowego po takiej cenie (w sytuacji, w której faktycznie underlying notuje się na poziomie 108). Tym samym zostaje w naszej kieszeni cała wartość premii opcyjnej 0.45. Podobnie, gdy sprzedamy opcję call 115 za 0.2 - i zyskamy w ten sposób dodatkowe 7 punktów marginesu błędu. Jeżeli kontrakt bazowy zechce sprzyjać poczynionym przez nas założeniom cenowym - opcja wygaśnie jako bezwartościowa, pozostawiając w naszej kieszeni pełną wartość premii opcyjnej.
Tej samej metody można użyć, by zaprząc opcje put, jako siłę napędową dla wzrostu naszego portfela. Tak samo jak i w przypadku opcji call, tak i dla put trzeba postarać się o to, by jej wewnętrzna wartość była większa od ceny. I tak: jeżeli cena instrumentu bazowego wzrasta w dniu wygaśnięcia opcji do 108, to każdy kontrakt put, zakupiony spośród wyżej przytoczonych kontraktów opcyjnych, sprawia, że czujemy się jak przysłowiowy Zabłocki. Jest tak dlatego, że żaden rozsądny nabywca opcji sprzedaży o kursie wykonania 105 lub niższym nie będzie - przy cenie instrumentu bazowego 108 - wystawiał do sprzedaży takiego instrumentu na mocy posiadanego kontraktu, tylko zapewne zechce, sprzedać swój underlying po bieżącej, korzystniejszej cenie rynkowej. Z drugiej natomiast strony, nabywca któregokolwiek z kontraktów o cenie wykonania wyższej niż bieżąca cena underlying, jakkolwiek prawdopodobnie zechce sprzedać instrument bazowy po korzystniejszej cenie - zagwarantowanej przez zakupiony put – to i tak będzie stratny, gdyż zapłacił premię opcyjną większą, niż wewnętrzna wartość kontraktu (dotyczy każdego z podanych w przykładowej matrycy). W opisanej sytuacji zyskuje jedynie sprzedawca opcji put, którego czysty dochód, wynikający z otrzymanej premii opcyjnej, w przypadku zbycia kontraktu - o cenie wykonania 110 – wynosi 9,35 oraz 9,10 dla opcji put o cenie wykonania 115.