![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Niezwykle trudno poruszać się w obszarze rynków finansowych, szczególnie parkietów akcyjnych, dosłownie wyrastając, budując swoje poglądy w środowisku, gdzie hossa to zawsze radość najczęściej absolutnie „obiektywnych” dziennikarzy prowadzących transmisje prosto z centrów giełdowych, a bessa skłania tych samych dziennikarzy do operowania grafiką na wizji w krwisto-czerwonych barwach. Nie sposób wówczas ujrzeć cień uśmiechu na ich twarzach. Zarządy spółek giełdowych wmawiają nam, iż najgorszym możliwym dla inwestora koszmarem jest fakt, iż wzrost nie będzie tak dynamiczny jak zakładano. Są ludzie, którzy nie tylko znają prawdę (nie trzeba kończyć ekonomii, by znać realia), lecz generują zyski na pikujących cenach. Wielu uzna, że się ośmielają wręcz…
Przypomnijmy – zarabiać na spadkach jest bardzo łatwo (o ile na danym rynku jest to w ogóle możliwe). Wystarczy pożyczyć od kogoś akcje, sprzedać, by dopiero w ramach zamykającej transakcji odkupić je po niższej(mając nadzieję)cenie. Po prostu proces odwrotny od standardowego. Niższa cena odkupu niż sprzedaży generuje zysk. Musimy jeszcze odwdzięczyć się w postaci opłat stronie, która udostępniła (pożyczyła) nam papiery.
Krótka sprzedaż tylko z pozoru jest lustrzanym odbiciem grania na długo, czyli na wzrosty. Poza mentalnymi trudnościami są te bardziej oczywiste, które sprawiają, iż gracz na krótko nie czuje się zbyt komfortowo. Z jednej strony mamy naturalny limit w postaci zerowej ceny, która i tak nie ma prawa bytu, bo nikt nie zamknie pozycji przy zerowym poziomie… Z drugiej są teoretycznie nieograniczone straty, gdy cena rośnie.
Ten sam problem jest ciekawie ujęty przez pryzmat profilu ryzyka. W tradycyjnym ujęciu inwestor wie, że straci najwyżej tyle ile włożył. W przypadku krótkiej sprzedaży, która de facto jest pozycją lewarowaną, limitów nie ma. Ciężko w takich warunkach konsekwentnie utrzymywać swoją pierwotną wizję w kontekście danej spółki. Ci, którzy to wytrzymują, sowicie są wynagradzani.
W czasach, gdy zajmowanie krótkiej pozycji było absolutną nowością można było generować dwucyfrowe stopy zwrotu rok do roku na spadkach cen, a i tak trzeba było walczyć niemal z całym światem, który wyławiał wyłącznie informacje pro wzrostowe. To było w zasadzie przekonywanie wielu niedowiarków nawet wśród uczestników danego funduszu. Były to czasy, gdy usuwało się z portfeli papiery, które chociażby nie miały szans rosnąc, a niekoniecznie dla tych, dla których przewidywano zapaść. Spadki zawsze były postrzegane jako grypa – rzecz normalna, która mija. Nie warto się nią nawet interesować. Jedynie w relatywnie nielicznych przypadkach spółki bankrutowały. Upowszechnienie transakcji derywatami w latach 70tych i 80tych zainicjowało proces oswajania inwestorów z krótką sprzedażą. Na rynkach instrumentów pochodnych, na których rzadko kiedy patrzy się dalej niż 3 miesiące w przód, nie rozpatruje się skrajnych wartości cenowych. W tych przedziałach, w których cena niemal na pewno będzie się poruszać w horyzoncie z góry określonego czasu, nie ma już wielkiego znaczenia, w którym kierunku porusza się rynek. To niemal idealna gra o zerowej sumie, gdzie zyski jednej strony implikują straty drugiej. Limity strat na rynkach regulowanych są ponadto wyznaczane na bazie depozytów zabezpieczających w ramach izb rozliczeniowych. To oswajanie przełożyło się na większą swobodę zawierania krótkich pozycji na rynkach akcyjnych. Nadal jednak technika ta na akcjach jest piekielnie trudna.
![]()
|
Logowanie |
Credits | Zastrzeżenia i odpowiedzialność | Polityka prywatności
© 2007 New World Holding SA (dawniej New World Sp. z o.o.) Wszelkie prawa zastrzeżone. |